Friday, 30 November 2012

"Wczorajszy wieczor"

Wczorajszy wieczor

Wczorajszy wieczor z laskami - udany ;-)




Dzisiajszy dzien mina mi w mgnieniu oka. Jak zwykle milion spraw na glowie. 
Zaraz wychodze do Dagi - mam babysitting - a ona bedzie sie bawic z mezem - to niesprawiedliwe ;-)

Jutro w Sydney upal - ma byc 37 stopni. Nie wiem jak uda nam sie wytrzymac na grillu - pewnie przeniesiemy imprezke do wody ;-). och bedzie sie dzialo ;-)

Zycze wszystkim udanego weekendu ;-)
















Wednesday, 28 November 2012

"Tarta z boczusiem"

Tarta z boczusiem

Maly spi. Co za ulga ;-). 
Usiadlam - wreszcie. 
U nas goraco - od rana biegamy z dzieciakami Dagi i corka Kamili -  po plazy. Po malym ataku zlosci - ze strony Matthew-  udaje mi sie go wsadzic w bardzo zlym humorze do samochodu. Nie bylo latwo ;-) - nigdy nie jest.

Jak maly wsatnie to znowu nad wode - po zabawie nad woda dzieci lepiej spia. Chyba to i prawda bo moj Matthew po wczorajszych szalenstwach wodnych spal - nie uwiezycie - od 7.00wieczorem do 6.45 rano - po raz pierwszy. Yupieeeeeeeeeeee. 
Dla niektorych to normalne, dla nas jednak to odwrotnie. Tak dlugo czekalam na ta - pewnie tylko jedyna  - noc ;-)

Nie wiedzialm co sie dzieje, wiec  oczywiscie poszlam sprawdzic a tam nic, aniolki jeszcze chrapia wiec i ja sie polozylam na chwilke. Nie na dlugo bo chcialam przygotowac dzisiaj tarte z boczkiem, cebulka, serem itd. - jedyna wolna chwilka jaka dzisiaj mam to wlasnie poranek. Wiec za nim chlopcy wstali to tarta juz byla w piekarniku ;-)

Dzisiaj ide z dziewczynami celebrowac urodziny Kamili - nowa kolezanka - zapomnialam dodac, nowa, fajna ;-) kolezanka. Super dawno nie wychodzilam z laskami na ploteczki. Jutro mam babysitting u dagi - Dagmara ma wychodne z mezem - kolacja urodzinowa - a w sobote wszycsy celebrujemy urodziny Dagi. 

Wczoraj poszlam na szybkie zakupy swieteczne. Moja, tzn mojego meza karta - po zakupach - zrobila sie bardzo lekka ;-). Dan nawet nie pytal - z reszta on nigdy nie pyta. Skarb nie maz ;-)




Sunday, 25 November 2012

"Znowu Poniedzialek"

Znowu Poniedzialek

No i znowu poniedzialek ;-)

Weekend - super.




Nastepny zapowiada sie jeszcze lepiej.
Sobota - urodziny Dagi. W niedziele - Polish Christmas na Darling Harbour - bedzie Polskie jedzenie, piwko, muzyka i duzo Polakow a wsrod nich bede ja ;-) Alez sobie pospiewam popijajac polskiego Zywca ;-)





Saturday, 24 November 2012

"zakupy"

"Zakupy"

Na markecie udalo mi sie kupic nowe DVD - Diego i zabawki dla dzieci. Dla siebie - NIC ;-(

Po powrocie z zakupow zabralam chlopakow na plaze - tylko dodam ze u nas az parzy, jest tak goraco ;-).
Wszyscy plywalismy razem. Woda - super. Nawet nie zauwazylam ze moje plecy wygladaja tak jak u kraba - sa naprawde czerwone. Niby sie posmarowalam kremem do opalania ale o plecach zapomnialam ;-(.
No coz trzeba bedzie zrobic oklady z siadlego mleka, tylko gdzie ja takie mleko kupie?
Jestem ciekawa jak nazywa sie po angielsku zsiadle mleko?
Dajcie znac jak wiecie ;-), nigdy o tym nie myslalam, ale jestem pewna, ze w Australii zsiadlego mleka nie dostane.

Wkurza mnie to, ze w Australijskich sklepach nie ma bialego sera, o kielbasie nawet nie zaczne - sa tylko w polskich sklepach, ktore sa ode mnie daleko.
Wczoraj rozmawialam z siostra na skypie, ktora wspomniala o tym ze gotuje zurek z biala kielbasa - az otarlam slinke kapiaca mi z buzi ;-)
Chyba juz czas sie zebrac i pojechac na Polskie zakupy ;-)


"Reptile Park"

Reptile Park

Dan wrocil w czwartek wieczorem, wiec musialam sie zajac mezem,
totez i dlatego nie pisalam na blogu przez pare dni ;-)

Sobota
4.00 rano - Matthew zaczyna sie wiercic w lozku.
- Nie, nie wstaje, moze sie sam uspokoi, przeciez jest sobota - ja chce spac.
Ciagle czekam ale po 15 minutach wstaje i podaje mu smoczek - moze zasnie, niestety nie.
Matthew zasiskal sie i trzeba go bylo przebrac ;-(.
Malemu udalo sie wrocic do snu a ja od 4.00 rano jestem na nogach, no coz, co to za roznica czy to poniedzialek, czy sobota - dla matki zadna.

Powoli zaczelam szykowac nas na wyjazd do parku gadow.
8.00 rano - zabralismy chlopcow do Sydney Reptile park - 80 minut od nas.
Oliver byl w 7 niebie. Udalo mu sie dotknac malego krokodyla, trzymal weza, karmil kangury i koale.



Po 3 godzinach udalo nam sie zabrac chloppcow do domu. Uffffffffffffff.
ps. Reszta zdjec jest na picasie ;-)

Dzisiaj pierwszy raz w zyciu zobaczylam potwora.
Zrobilam sie blada.
Pani ktora stala obok mnie zapytala sie czy wszystko ze mna ok.
Jak ma byc ok, czy ona widzi to co ja?
Sami zobaczcie.


Zapyatlam Daniela czy to stworzenie mieszka w Australii?
- Nie - kamien spadl mi z serca.
Chyba bym sie spakowala i kupila powrotny bilet do Europy - gdybym uslyszala ze tak - ten pajak nie jest Australijski.


Jutro z samego rano jede z Daga na market. Bedzie okazja do wypicia porannej kawki w milym towarzystwie no i bedzie czas na zakupy - to lubie najbardziej - z reszta chyba wiekszosc z nas to lubi ;-)

Wednesday, 21 November 2012

"Serniczki"

Serniczki

Moje aniolki juz spia. Yupieeeeeeeeeee
Siedze sama - jak palec, troszeczke ogladam tv i pisze na blogu.
Dzien mi mina w mgnieniu oka. Niby nic takiego nie robilam a jednak nie wiem kiedy zlecial.
Matthew mnie dzisiaj troszeczke rozpiescil swoim 3 i pol godzinnym snem - juz naprawde nie wiedzialam co mam ze soba zrobic -  nie pamietam majac tyle wolego czasu w ciagu dnia ;-)

Zrobilam dzis chlopcom pyszna kolacje. Mialam w lodowce ser ricotta i nie wiedzialam co z nim zrobic. Wiec dodalam smietane, jajka, aromat vanilla i troszeczke curku pudru - razem zmiksowalam. Wczesniej podpieklam - przez jakies 7 minut ciasto francuskie - w formach na maffinki - w piekarniku i dodalam nadzienie. Pychotka. Deserki przypominaly w smaku sernik - bardzo delikatny. Chlopcy prawie wszystko zjedli, ja im oczywiscie tez pomoglam ;-). Dobrze ze udalo mi sie schowac pare na jutro dla Olivera na lunch do przedszkola.

Dopiero 20:00 a mnie oczka powoli zaczynaja sie zamykac - to pewnie dlatego ze w domu taka cisza ;-). Jeszcze z godzinke i chyba ide spac. Wiec karaluchy pod poduchy ;-) - nie wiem dlaczego tak sie mowi, jak ja bym miala karalucha pod poduszka to napewno bym nie spala ;-)

Good night


Tuesday, 20 November 2012

"Poszlabym ......"

Poszlabym .......

Poszlabym do kina, do teatru, na koncert, na zabawe, na bal, na na ..........................moglabym tak wymieniac i wymieniac. Jednak nie mam jak,  poniewaz:
- albo dzieci chore,
- albo maz zmeczony,
- albo ja padam na twarz o 20.00.
Skad wziasc na to wszystko energii?
Kiedys spalam po pare godzin w nocy i w ciagu dnia bylam jak nowo narodzona. Teraz jak spie pare godzin, to rano wygladam jak Zombie ;-)
- Wlasnie zobaczylam jak wyglda prawdziwy zombie i nie, nie wygladam az tak strasznie ;-).

Kurcze za oknem wieje, ze az malo glowy nie urwie. Dziwna pogoda, bardzo dziwna. Rano swieci i grzeje slonce, potem wieje, potem pada, potem swieci itd itd.

Juz 7 miesiecy - od naszego przyjazdu do Sydney. Nie wiem kiedy ten czas tak szybko nam zlecial.
Pamietam jak nie dawno szykowalam wigilie w Cape Town a tu juz - za miesiac - nastepne swieta. Znowu bez sniegu, bez magic, bez pierwszej gwiazdki na niebie no i bez naszej Polskiej rodziny. Niesamowite jak bardzo mozna tesknic za rodzina i tradycja. Tak bardzo staram sie kontynuowac nasza Polska tradycje - uwazam - i nie tylko ja - ze Polskie swieta sa najpiekniejszymi swietami na claym swiecie. Nigdzie nie ma az tak silnej wiezi jak w Polskich domach. Ale zaraz bede plakac ;-(

Otarlam lzy i wrocilam ;-)

Bardzo rozbawil mnie dzisiaj tekst, ktory zobaczylam na facebooku
Uzywajcie Plskich znakow. Jest roznica czy komus robisz  Łaske czy laske ;-)))))))))))

Ja niestety nie mam polskich liter na moim laptopie i czasami pewnie tez moje wyrazy sa odebrane w dziwny - mam nadzieje smieszny - sposob ;-)




"Zdjecia"

Zdjecia 


Zdjecia do programu dla dzieci rozpoczely sie punktualnie o 13.30. Wszystko wygladalo tak jak sobie wyobrazalam. Mnostwo kamer, powtorek - ktorych mialam juz dosyc - mikrofonow i ludzi biegajacych z kata w kat.
Na poczatku dzieci nie wiedzialay co maja robic. Cigle trzeba bylo powtarzac ujecia. Po ponad 2 godzinach wrocilismy do domu. Oliver padl - u nas w Sydney jest 19.15 a moje robaczki juz spia.
Nie zrobilam zadnych zdjec bo nie mozna nam bylo. Program w ktorym Oliver bral dzisiaj udzial bedzie emitowany na channel 9 za pare miesiecy. Dam wam znac.
p.s jestem bardzo dumna z mojego synka ;-) - aktorstwo ma w krwi.


Dan polecial dzisiaj do Melbourne na pare dni. Nie lubie byc sama w domu i w lozku ;-). Nigdy nie moge spac jak Daniela nie ma obok mnie, budze sie co godzine. Niesamowite jak bardzo przyzwyczajamy sie do drugiego czlowieka. Maz wraca w czwartek wieczorem wiec wydaje mi sie ze dam rade ;-)


Za pare minut rozpocznie sie final X- Factor. Trzymam kciuki za Sammy. Musze przyznac ze nie byl to najlepszy X- factor jaki widzialam. Nadal - jak dla mnie - najlepszy byl ten w ktorym wygral Matt Cardle - wersja Brytyjska.

Sunday, 18 November 2012

"Fox Studio"

Fox Studio

Witam kochani

Weekend uplyna nam szybciutko. Pogoda w Sydney przez ostatnie pare dni byla bardzo zmienna - jak kobieta - raz cieplo, raz chlodno, raz swiecilo sloneczko, potem czarne chmury i tak na przemian - No coz nie zawsze moze byc pieknie ;-)

Nienawidze okresu przed okresem - a teraz wlasnie jestem w takim okresie.
Wszystko mnie denerwuje i irytuje. Czasami nawet staram sie nad soba panowac ale mi to nie wychodzi. Moj maz juz od paru  lat mi mowi, ze w nastepnym miesiacu zabierze dzieciaki na pare dni i zostawi mnie w spokoju - dla mnie to nie zadna grozba - mam nadzieje ze w koncu dotrzyma slowa ;-). Pare dni w spokoju
Bezcenne.

Przez ten cholerny okropny okres zapomnialam ze jestem na diecie i objadalam sie jak swinka ;-) a moze nie zapomnialam tylko nie chcialam pamietac? -ach, co to za roznica. Zrobilam przepyszne muffinki z polenty - jak moglabym powiedziec im nie.
Pieczona karkoweczka, rozplywajaca sie w buzi - jak moglabym nie sprobowac.

Jutro zabieram Olivera na nagranie do studia Fox - Sydney.
Pare dni temu dostalismy maila - z Olivera przedszkola - o tym ze nakrecaja nowe odcinki dla dzieci  MagicalT Ales Surprises - ktore mozna ogladac na kanale 9. 
i poszukuja dzieci do programu. Wyslalam wypelniona forme ze zdjeciem mojego synka i dostalismy zaproszenie na nagranie. Super.
Jutro wam opowiem jak bylo. Zrobie pare fotek - jak mi pozwola - i umieszcze na blogu.

Jutro moj Dan leci do Melbourne i zostawia nas samych na 3 dni ;-(.
Juz sie boje ;-). Ale sie bedzie dzialo.

Do jutra.


Thursday, 15 November 2012

"PSY"

"PSY"

Czarne chmury wisza dzisiaj nad pieknym miastem Sydney ;-)(-:

Rano spotkalam sie z Daga na bardzo rozgrzewajaca kawke ;-). Dzieci sie pobawily i po ponad godzinnej zabawie wrocilam z Matthew do domu.
O 16.00 mamy zaproszenie na urodziny a wieczorem pilnuje dzieci Dagmary. Daga robila dla nas babysitting tydzien temu, wiec teraz moja kolej.

Jutro weekend, niby plany sa ale jakies takie bez emocjii.

Wszedzie ostatnio mozna poczytac o PSY i jego utworze "Hej sexy lady" - dzieki jednej piosence facet dorobil  sie mega fortuny. Smiac mi sie chce jak czytam takie historie, bo one sa dla mnie takie nierealne.
Ogladalam z nim pare wywiadow i wydaje sie ze jest normalnym bardzo smiesznym kolesiem. Kto  kiedykolwiek wpadlby na pomysl z tancem ujezdzajacego konia ? Jak to kto, PSY ;-)
Ja ostatnio myslalam o tancu swini - to by bylo super. Laski kwiczec jak swinki - to  moglby byc
hit ;-)))))))))000
"chrum chrum chrum sexy lady  o  o  ooo ooo oopa gangnam style" - Chociaz tak do konca to nie wiem czy tlusta swinia i sexy lady ida w parze ;-) Hmmmmmmmmmm, musze jeszcze nad tym dokladnie
pomyslec ;-))))





Tuesday, 13 November 2012

"Moje ukochane mieszkanie"

Moje ukochane mieszkanie


Wczoraj dostalismy oferte na nasze mieszkanko w Londynie. Byla to bardzo radosna ale takze i smutna dla mnie wiadomosc. Super ze znalezlismy kupca ale tak w glebi duszy to ja zawsze bardzo chcialam zatrzymac to mieszkanie.
Tyle mnie laczy wspomnien z tymtym miejscem. Tam urodzil sie nasz pierwszy syn, tam poznalam wielu przyjaciol i spedzilam kilka najpiekniejszych lat w moim zyciu.
No coz teraz ktos inny bedzie sie zadomawial juz nie w naszym mieszkaniu ;-(
Jedno mieszkanie sprzedane wiec czas zaczac sie rozgladac za naszym nowym gniazdkiem w Sydney. Zaczne szukac juz od nowego roku, w tym brak na to czasu.
Nie moge zadecydowac w jakiej dzielnicy w Sydney chcielibysmy zostac. Wiem na pewno ze na Northern beaches i blisko oceanu ;-).







Monday, 12 November 2012

"Chwila spokoju"

Chwila Spokoju 

Wreszcie chwila spokoju. Od rana jak na wariackich papaierach. Rano - 8.00 - mielismy wizyte u doctora z
Matthew - ostatnio maly mi bardzo kaszle, wiec poszlam to sprawdzic. Niby wszystko jest ok ale jednak dostal antybiotyki na 7 dni.
Po wizycie, zadzwonila do mnie Dagny i wyciagnela mnie na prom - zachcialao jej sie kawki pod opera ;-). Czemu nie - kawa taka sama jak u mnie pod domem, tylko 2 razy drozsza. No coz za widoki sie placi ;-).
Matthew byl dzisiaj wyjatkowo grzeczy co sprawilo ze wypad pod opera byl swietnym pomyslem.
Do domu wrocilismy okolo 13.00 - Matt zasna w samochodzie a ja od razu pobieglam do kuchni - szykowac lunch. Popoludniu spotykam sie z dziewczynami i ich dziecmi na placu zabaw we Freshwater.
Jak narazie jedyna chwilka spokoju to wlasnie teraz - piszac Bloga ;-)
Jedna z moich nowych kolezanek takze namawia mnie dzisiaj wieczorem na kazumbe - jednak nie wiem czy dam rade. Do wieczora jeszcze daleko, zawsze moge zmienic zdanie.

Wracajac do mojego postu z przed paru tygodni - o raku piersi - to wreszcie wczoraj poszlam na badania. Ostatnio - tak okolo 2 miesiecy temu wyczulam na piersi maly guzek - okazalo sie ze nic mi nie jest. Kamien mi spadl z serca.
Ja bylam na badaniach, a wy?
Nie czekajmy bo moze byc za pozno a rak wczesniej wykryty jest wyleczalny.

Czas na lunch - ja jak zwykle na obiad objadac sie  bede piersia z kurczaka - w sosie hhhhhhhhhhhhmmmmm- wlasnym ;-) a dla chlopcow zrobilam szybkie spaghetti - yummy.




Friday, 9 November 2012

"Udany Wieczor"

Udany Wieczor

Wczorajszy wieczor z mezem nalezy zaliczyc do udanych. Doszlismy z Danielem do wniosku ze czesciej musimy spedzac czas tylko we dwoje.
Winko pomoglo mi zapomniec - na chwilke - o pajakach ale dzisiaj rano jak wsiadalam do samochodu to napadl mnie atak strachu. Ciagle nie moge zapomniec o hantsmanie. Musze pomyslec o jakiejs terapii.


Dzisiejszy poranek spedzialam z Matthew na plazy - bylo dzisiaj bardzo goraco.
Po 2 godzinach na Manly wrocilismy do domu. Matthew padl - spal jak baby ;-).

Na obiad zrobilam dzisiaj Dim - sum. Sama przygotowalam.
Otworzylam zamrazalnik, rozcielam opakowanie, wlozylam dim - sum do stemera i 15 minut pozniej objadlam sie z Danielem pysznymi pierozkami ;-)

Piatek minal mi w mgnieniu oka. Jutro juz weekend i znowu rece pelne roboty. Chlopcy robia sie coraz bardziej busy ;-). Oliver jakby mogl to cale dnie spedzil by w Taronga ZOO a Matthew nad woda. Wiec pewnie rano pojedziemy do ZOO - znowu - a potem po drzemce malego skoczymy na plaze.

Koncze pisanie bo moja przyjaciolka wlasnie weszla na skypa - nie rozmawialam z Elwirka jakies 2 tygodznie. ;-)

Zycze wszystkim milego weekendu ;-)

Wednesday, 7 November 2012

2 Huntsmany

Moj najgorszy koszmar sie spelnil.

Widzialam dzisiaj 2 ogromne pajaki. Zaczne od poczatku. Pierwszego huntsmana zobaczylam u Olivera w przedszkolu. Wieszalam malego plecak i obok wisial skulony - duzych rozmiarow - tylko dodam ze Huntsmany siegaja nawet do 18 centymetrow - pajak, pomyslalam ze to jeszcze dekoracja z Halloween ;-) Zaczelam sie smiac i pogratulowalam nauczycielkom pomyslu Jednak usmiech chybko znikna mi z twarzy jak dowiedzialam sie, ze ten wiszacy obok mnie pajak jest prawdziwy. W ciagu 5 sekund zmylam sie do domu.

Drugiego huntsmana znalazlam w samochodzie.
Pojechalam z chlopacami nad wode. Zaparkowalam pod drzewami - gdzie nie powinnam, tam jest najwiecej pajakow, robali, itp.
Po godzinnej zabawie wsiedlismy do samochodu a ja znalazlam w samochodzie pajeczyne na  kierownicy. Pomyslalam - co do cholery, skad ta pajeczyna sie tu wziela? Rozejzalam sie dookola i ruszylam w droge. Przed zaparkowaniem samochodu - tuz przed domem - skurczybyk wyszedl na zawnatrz - tuz obok moich rak. Niewiele myslac wyskoczylam z samochodu i zaczelam krzyczec do dzieciakow zeby wychodzili z auta. Oliver odpial pasy i wyskoczyl, Matthew nadal siedzial w foteliku i patrzyl na mnie z szeroko otwartymi oczami. Nagle zauwazylam ze samochod zaczal sie toczyc do tylu, zapomnialam zaciagnac reczny - szybko wpadlalam do cara, zaciagnelam reczny i zaczelam krzyczec do Olivera aby poszedl po Daniela.
Dan - moj hero - zabil dziada.
Rece mi sie trzesa do tej pory. Jak ja teraz wsiade do samochodu? Pajak zostal zagazowany ale ja i tak mam teraz uraz i bardzo boje sie wejsc do samochodu. Co by bylo jak jechalabym na autostradzie i pajak wtedy postanowil by wyjsc? Az sie boje pomyslec ;-((((((((((((((.
A mowialam Danielowi ze Ameryka byla by lepsza dla nas - dla mnie - opcja;-)
No coz trzeba sie ogarnac i napic na uspokojenie.
Zaraz wychodze z Daielem na kolacje wiec wino bedzie sie dzisiaj lalo ach bedzie sie lalo ;-))))))

Wczoraj mandat, dzisiaj pajaki, jestem ciekawa co jutro? Krokodyle? ;-))))))))))))))))0

Milego Dnia i nocy ;-)

"Kara"

Kara

Ale sie dzisiaj wpienilam. 
Pojechalam z Matthew na plac zabaw. Zaparkowalam samochod - tak jak zawsze - i poszlam z malym na spacerek. Jak wrocilismy to zobaczylam niespodzianke za wycieraczkami mojego autka. Kara za zle parkowanie - 165 Dolarow. Malo nie wyszlam z butow. O co chodzi - zaczelam rozmowe z traffic officer bo nie rozumialam dlaczego do cholery jasnej dostalam tak wysoka kare?
Okazalo sie ze w Australii nie mozna parkowac w innym kierunku niz przewiduje to prawo. Samochod nie moze byc zaparkowany tylem albo przodem - w zaleznosci po ktorej jestes stronie.  No coz mam nadzieje ze Dan napisze im odwolanie i umoza mi kare, jak nie to dla mnie prezentu pod choinka w tym roku nie bedzie ;-)



Dodaje 2 zdjecia z babskiej imprezki o ktorej pisalam pare dni wczesniej ;-)

Tuesday, 6 November 2012

"Busy Bee"

Busy Bee

Wczensa pobutka - jak zwykle. Z niecierpliwoscia czekam na dzien kiedy to ja obudze sie pierwsza od dzieci. Ile jeszcze musze czekac na ten dzien? rok, dwa a moze i nawet 3 ;-)

6.30 bieganie - zawsze dodaje mi to energi na caly dzien. Cardio mnie pobudza ale pod koniec dnia musze przyznac, ze jestem zmeczona. 

Jest 9.20 a ja mam juz poprane, ugotowane i - jak nigdy tak rano - pisze - szybkciutko - na blogu ;-) 

Czas pojsc po szybkie zakupy - ale jestem busy Bee ;-)

Milego dnia 


Sunday, 4 November 2012

"Ksiazka"

Ksiazka

Jesli mielibyscie jedno marzenie do spelnienia co by to bylo?

Ja chcialabym znalezdz sie na rozdaniu oskarow. Zobaczyc te wszystkie piekne osoby i zabawic sie w ich towarzystwie ;-) Ochhhhh - czasami dobrze pomarzyc ;-)

Wyslalam kopie mojej ksiazki - kilka tygodni temu - do 4 wydawnictw w Polsce i nie dostalam od nich zadnej odpowiedzi. Niesamowite jest to, ze nawet nie wysla maila z podziekowaniem i ze odezwa sie do mnie za pare tygodni z odpowiedzia. - Ja mowie o zwyklym mailu, chcialabym po prostu wiedziec czy dostali maila czy nie. 
Jak jeszcze mieszkalismy w Londynie wyslalam 3 rozdzialy mojej ksiazki do paru agencji w Angli i kazda do mnie odpisala. Wiekszosc listownie, z podziekowaniem za zainteresowanie i za kazdym razem zyczac mi wszystkiego dobrego. 
Co do Polski to mi sie juz nawet nie chce pisac - Chamstwo po prostu chamstwo. 
Jesli ksiazka jest do d..y to napisz, ja krytyke przyjmuje nie najlepiej ;-) ale dam rade.
Co mnie nie zabije to mnie wzmocni. 




Saturday, 3 November 2012

"Muchy"

Muchy 

6.00 rano - pobutka.
Mamo mamo Matthew chce wyjsc z lozeczka - krzyczy Oliver.
Udajemy z Danielem ze go nie slyszymy. Oliver jednak sie nie poddawal. Przyszedl do naszej sypialni  i zaczal otwierac Danielowi oczy. Can you hear me daddy?
Daddy spisz? juz nie - odpowiada Dan.
Alez mi sie nie chcialo wstawac, niestety dzieci tego nie rozmumieja, ze rodzice sa zmeczeni, ze rodzice nie spali za dobrze - bo Matthew pare razy w nocy sie budzil itd.
6.30 - Ogarnelam sie i poszlam biegac. Wiedzialam ze jak nie pobiegam rano to pozniej pewnie bede mogla zapomniec o jakich kolwiek cwiczeniach - wieczorem jestem juz na to za leniwa i za bardzo zmeczona ;-)
8.30 spacer z chlopakami - pojechalismy odkryc nowe miejsca w Sydney. Dojechalismy ale bardzo szybko sie zwinelismy. Nie wiem co sie dzieje w danej chwili w Australii ale ostatnio muchy szaleja. Nie da sie wyjsc z domu - okropienstwo, sa strasznie natarczywe. Oliver z Matthew krzyczeli ze chca do domu  - ja z reszta tez.
Zamiast do domu pojechalismy jednak na Manly - chlopcom zachcialo sie milkshakow.
10.15 wrocilismy do domu a ja od razu do kuchni.
Chcialam przygotowac moim chlopcom cos co lubia i cos co napewno zjedza. Zabralam sie do robienia zapiekanki z mieskiem mielonym, warzywami - wszystko przykryte z ziemniaczkami i zoltym serem. Wszystko zostalo zjedzone - znaczy sie, nie chwalac sie , wszystko bylo pyszne ;-)
Ja oczywiscie zjadlam cos innego. Piers z kurczaka z serkem philadelphia - mniam.
Nie dlugo to mi chyba zaczna piorka na kuperku rosnac. Jem bardzo duzo drobiu i boje sie ze sie w drob zaraz zamienie ;-)

Wczoraj zakupilam wiekszosc ozdobek na choinke - dzwoneczki, gwiazdy, babki, aniolki, i itp czekaja w szafie na choinke i na swieta. Kupilam takze Matthew prezent - ciuchcia z torami - ale niestety Oliver zobaczyl zabawke w mojej torbie i nie darowal dopoki mu jej nie pokazalam. Wiec wracamy do punktu wyjscia - nie mam zadnych prezentow na swieta.

I co s jeszcze, calkiem z innej beczki
Dziewczyny w "Jeans West" - Sydney - sa przeceny ciuchow. Buy one get one free.
Kupilam sobie dwie bluzki za 24 dolarow - przeziez to jak darmo ;-)
Przy pierwszym zakupie dostaje sie 10 dolarow dyskaunt - nie zle.
Uwielbiam tez seson przecen. Zaraz jeszcze zaczna sie przeceny swiateczne -  woooooooooooowooo
Trzeba sie usmiechac do meza i spelniac jego kazde zyczenie ;-) a wtedy ja spelnie swoje - shopping !!!!!!!! ;-)

Milego dnia


Friday, 2 November 2012

"Weekend"

Weekend

Weekend oficjalnie sie rozpoczal.
Winko w jednej rece a w drugiej wasabi flavoured  peas.
Pewnie sobie myslicie co z moja dieta? Dieta byla i nadal jest, dzisiaj poprostu robie sobie przerwe. Nie ma co wariowac z dieta Dukana, czasami trzeba sobie pozwolic na male co nie co ;-)
Jeszcze nikomu duuuuuuzy kieliszek czerwonego winka nie zaszkodzil ;-) A tak na marginesie to czerwone wino jest dobre na serce a moje serduszko cos ostatnio mnie boli wiec musze o nie zadbac ;-)

Jutro rano wybieram sie na zakupy - bez dzieci ;-) - z kuzynka mojego meza.
Tak sie ciesze ze sie zaprzyjaznilysmy. Fajnie jest miec w Sydney rodzine i to naprawde cool rodzine ;-). Gdyby nie oni prawdopodobnie zostalibysmy w Cape Town. Nie wiem czy przeprowadzilabym sie az tak daleko - Sydeny -  nikogo tutaj nie majac. Traktuje ja jak siostre aczkolwiek mojej ukochanej siostry nikt mi nigdy nie zastapi.

Kurcze wasabi peas mi sie skonczyly i winko tez. No coz trzeba sie ruszyc i przyniesc wiecej ;-)



Jeszcze jedno


Codziennie na fb dostaje fajne obrazki z super tekstami
To jedno z moich ulubionych  ;-))))))))




Good night ;-)