Wednesday, 30 January 2013

"Kolacja"

Kolacja


W Sydeny juz slonecznie. Po paru deszczowych dniach znowu zawitalo u nas sloneczko.


Dzisiaj o 20.15 kolacja z dziewczynami;-) Bedzie lekkie tajskie jedzonko, zakonczone bomba kaloryczna zwana ciasto cappuciono ;-) + oczywiscie winko ;-).

Czy widzieliscie ostatnio nogi Ani Wyszkoni?
DLUGIE NOGI ANI WYSZKONI
Wow - niesamowicie wyglada w wieku 33 lat. Mama dwojki dzieci. To tak jak ja, tez jestem mama dwojki dzieci i tez mam 33 lata. Co do nog, to ja juz chyba zmienie temat ;-) Moja nogi sa ......moje nogi siegaja.......moje nogi to poprostu moje nogi ;-)

Milego Dnia

Monday, 28 January 2013

"Gloomy Day / Ponury dzien"

Gloomy Day

Gloomy day in Sydney today. No more winds but it is still raining and is extremely bleak ;-(
Last night we had strong winds. My older son was afraid to sleep alone, so he joined us about
2.00 am in our bed. Since then I couldn't sleep at all. I think Oliver dream't that he was alone in bed, because he was non stop moving and kicking me on my back. Dan got upset and moved to another bedroom. Pity I didn't think about that,  I guess, first come first serve.
Now I'm suffering. Sitting, drinking my coffee and counting the hours till my kids to go to bed. Still long to wait.

I hate days like this. Apparently tomorrow, the sun is coming back to Sydney. I shouldn't complain. In England, sunny days are as rare as rain in Australia ;-). Kisses for my British friends ;-)
Returning to my rainy days, I don't know what to do on a day like today. Wherever you go there are a lot of mothers with screaming kids, and of course the loudest is Matthew Dollow ;-)
A few days ago, when we were on the beach with the kids, Matthew began to scream, why? Not sure. At that moment, an oldish lady came, with the smile on her face, and told me that my son is very loud. Wasn't sure if she was friendly or she wanted us to calm him down. I cannot help it that my Matthew is a small Pavarotti;-). At least if he disappears from my sight, I always know that he is near as I can still hear him.

Have a nice day ;-)


Ponury dzien

Dzisiaj w Sydney juz nie wieje ale za to ciagle pada i jest strasznie ponuro ;-(
Wczorajszej nocy doszly do nas silne wiatry. Moj starszy syn bal sie sam spac, wiec dolaczyl - okolo 2.00 nad ranem - do naszego lozka. Snu - z mojej strony juz nie bylo. Oliver chyba snil, ze jest sam na krolewskim lozu, bo podczas snu ciagle sie krecil i mnie kopal. Dan sie zdenerwowal i przeniosl sie do drugiego pokoju. Szkoda, ze ja o tym nie pomyslalam ;-). No coz , kto pierwszy ten lepszy. ;-)
Teraz cierpie ;-).  Siedze, pije kawke i odliczam godziny do 19.30 - wtedy moi chlopcy pojda spac. No ale jeszcze przede mna dluga meczarnia ;-)

Nie znosze takich dni jak dzisiejszy. Niby juz jutro znowu ma nam zaswiecic sloneczko. Trzymam kciuki. Nie powinnam narzekac. W Anglii sloneczne dni sa tak rzadkie jak u nas deszczowe ;-)))))))
Pozdrawiam moje kochane dziewczyny z Londynu ;-)

Wracajac do tych cholernych deszczowych dni, to nie wiem co ze soba zrobic w taki dzien jak dzis.  Gdzie sie nie ruszysz to wszedzie jest duzo ludzi i krzyczacych dzieci - a najglosniejszy jest oczywiscie moj Matthew.

Pare dni temu, jak bylismy z chlopcami na plazy Matthew zaczal krzyczec, dlaczego? Nie wiem.
W jednej chwili podeszla do nas starsza Pani i powiedziala - z usmiechem na twarzy - ze maly jest bardzo glosny. Nie wiem czy chciala byc friendly, czy poprostu chciala zebysmy go uspokoili. Nic na to nie poradze ze moj Matthew to maly Pavarotti ;-). Przynajmniej jak mi znika z pola widzenia to zawsze wiem, ze jest w poblizu, bo go ciagle slysze ;-)

Milego dnia


Sunday, 27 January 2013

"Strong Australia / Silna Australia"

Strong Australia

Queensland is flooding, Victoria is on fire and in a few hours the strong winds will reach Sydney.
There is non stop news on TV, telling people what to do, and where to go. We are safe, but a lot of people have lost their properties and personal belongings, which they won't get back.

Burned houses, flooded houses, I think it is too much for Australia.
But Australians do not give up, they fight with the fire and water. Friends and complete strangers are getting together to help each other. This is amazing to watch. A lot of countries should take a look at Oz.  I am so happy to live in such a beautiful country and now I understand what " There is nothing like Australia"  means. Ps. I always knew. ;-)


Silna Australia

Queensland zalana, Victora plonie a juz za pare godzin, wiatr o predkoci 140km/h ma dotrzec do Sydeny.
W telewizji non stop wiadomosci, co robic, czy sie ewakuowac, gdzie uciekac, czy poprostu siedziec w domu i czekac na koniec katastrofy.

Strasznie oglada sie takie newsy. My jestesmy bezpieczni ale setki tysiecy ludzi oplakuje, strate swoich posiadlosci, prywatnych pamiatek, ktorych juz nigdy nie odzyskaja. Spalone domy, zalane domy, czy to nie za duzo dla Australii?
Ale Australijczycy sie nie poddaja, walcza z ogniem i woda. Przyjaciele i calkiem obcy ludzie jednacza sie w calosc i pomagaja sobie na wzajem.
Sciska mnie ze szczescia, ze zyje w takim pieknym kraju, w ktorym ludzie nie zalamuja sie, tylko z podniesiana glowa staraja sie najnajszybciej odbudowac to co zostalo zniszczone.
Wiele krajow powinna nauczyc sie od Australii walki o przetrwanie.
Teraz juz rozumie co oznacza powiedzenie "There is nothing like Australia" , ps - zawsze rozumialam ;-)





"Tesknie"



Tesknie

5.30 rano, moje oczy szeroko otwarte. Nie daja sie zamknac, nie chca juz spac. Ja tego nie rozumie. Jak dzieci mnie rano budzily, to az mnie trzeslo ze zlosci a teraz jak chlopcy spia, to ja nie moge spac ;-).

W domu cisza. Do glowy przychodza dziwne mysli, te chciane i te nie chciane.
Dzis bardzo zatesknilam za moimi przyjaciolmi z Londynu. Tak bardzo brakuje mi rozmowy o niczym i o wszystkim. Tak bardzo bym chciala, zeby ktos sie wreszcie zdecydowal na emigracje do Sydney ;-). Elwira juz czas wypelnic papiery ;-)

Nie musialam nic mowic a oni i tak wiedzieli, ze cos jest nie tak, ze trzeba porozmawiac, ze trzeba wpasc z winkiem na glebsza rozmowe. Tak mi tego brakuje.

Ciesze sie, ze Magda wraz ze swoja rodzinka odwiedzi nas za 4 tygodnie.
Juz zapowiedzialam Danielowi, ze podczas ich pobytu raczej nie bedzie mnie za czesto widzial. Och pogadam sobie jak za dawnych czasow, za dawnych dobrych czasow. Tyle mamy do nadrobienia ;-)


Dzisiaj  w Sydney  pada. Dzien spedzony w domu z rodzinka. Popoludniu pojechalismy do Dagny na tea i sernik. Pychota, tylko dodam, ze to ja upieklam sernik ;-).
Juz wczesniej pisalam, ze bardzo sie zaprzyjaznilam z Dagny. Bardzo przypomina mi jedna z moich dobrych przyjaciolek. Jak to sie mowi rozumieny sie bez slow ;-)

Milego dnia.

Friday, 25 January 2013

"Australia Day"


"Australia Day"

Today is "Australia Day". Almost everyone here is celebrating. Any occasion is good to get together with friends and have a beer, wine or a cup of coffee.




















We organized a BBQ in Manly at 9.00 am - I know it's sounds early, but come on, it is Australia Day today.

The food was delicious. I ate so much that I won't even look at any more food today. I also thought, my husband wouldn't be eating any more, but I was so wrong.
As soon as we got back home Dan started eating again. I put some of the leftovers in the fridge and  the rest in his mouth ;-)


"Australia Day"

Dzisiaj w Australii obchodzony jest dzien Australii.
Wszyscy Australijczycy i nie tylko - mam na mysli takze i siebie ;-) organizuja imprezki, BBQ, itd. Kazda okazja jest dobra do spotkania sie ze znajomymi przy piwku, winku czy nawet przy kawce ;-)

Razem z dziewczynami zorganizowalismy w Manly BBQ o 9.00 rano. Bylo super. Objadlam sie tak, ze na jedzenie to ja juz raczej dzisiaj nie spojrze. Tak samo myslalam o moim mezu - ze nie bedzie dzisiaj juz nic jadl. Jak ja sie pomylilam. Kiedy tylko wrocilismy do domu i zaczelismy rozpakowywac torby, to Dan zacza pakowac reszte kielbasek do buzi. Ja do lodowki a on do buzi.Takiemu to dobrze, duzo je i ciagle jest chudy, a ja ciagle jem i ciagle jestem....;-) ach czy to takie wazne  ;-)






Monday, 21 January 2013

"Super dzien / Super Day


Sunday - Great Day

Since early morning, I was thinking what should we do today. I didn't feel like going to the beach or playground etc.
















Dan had an idea to go to Watsons Bay. The boys loved it, they were running around, tucking fish and chips and I and Dan were admiring the view from the top.

2 hours later, Oliver decided he wanted to go to Darling Horbour to the "Wild life"
We couldn't say no. 30 minutes later we were watching snakes, lizard, crocodiles  - which he loves to bits.
Coffee, street show and eventually at 5.00 pm, we got back home. The boys went to bed at 7.30 and I was watching the first part of  "Mastercheft professionals". 




Niedziela - super dzien.

Od rana mnie nosilo, co by tutaj dzisiaj zrobic?
Nie chcialismy isc na plaze, czy na plac zabaw itp..
Dan wpadl na pomysl abysmy pojechali na Watsons bay. Super pomysl, chlopcy biegali po parku, zajadali sie fish and chips a my podziwialismy przesliczne widoki z gory .....
















Po 2 i pol godzinie Oliver zazyczyl sobie, abysmy odwiedzili "Wild life" na Darling Harbour. Jak moglibysmy mu odmowic ;-). 30 minut pozniej, podziwialismy krokodyle, weze, jaszczurki - ktore moj syn wrecz uwielbia. Kawa, Steeet show, i do domu. Wrocilismy o 17.00. Uwielbiam takie dnie jak dzis.

19.30 moje aniolki juz spia a ja ogladam "Masterchefs proffesianals", kocham programy o jedzeniu. Tyle mozna sie w nich dowiedziec i nauczyc.

Poniedzialek

9.00 rano, plac zabaw, po godzinie powrot do domu.
11.30 Matt zasypia a ja z Oliverem wybralismy sie na godzinny spacer. Ja bieglam a Oliver jechal za mna na hulajnodze, a moze to ja bieglam za Oliverem? ahh Czy to takie wazne ;-))))))))))
Powrot to domu i do kuchni szykowac obiad.
14.30 zabralam moich chlopcow do Taronga ZOO.
17.00 powrot do domu, kolacja, kapiel i spac.

Musze przyznac ze jestem dzisiaj zmeczona, wiec dobranoc ;-)


Friday, 18 January 2013

"Sydney + 46 degrees /Sydney + 46 stopni"


 Sydney + 46 degrees

I felt like that yesterday. For most of the day I was lying on the floor like a dog - but not on the ice but with an ice cream in my hand ;-)



18/01/2013 In Sydney was + 46 degrees. Possibly it was a record temperature.















Today is a little bit better ;-). Little overcast so it is a relief for the body and mind. But who knows what is going to happen in Oz in a few days time.  

If I could, I would have laid down for the whole day in the water yesterday, but I couldn't.
If I could, I would have walked naked for the whole day, but I couldn't as my husband wouldn't have left me alone ;-)


Over the last few days, I very rarely opened my  blog and when I did, I was quickly gone. Today I have a little bit more spirit. It is 8.00 am, the boys are watching the dinosaurs, playing, they are naughty, wandering, screaming , and  so on, but  did not even look at them as I am writing on my blog  ;-)

Have a nice day


Sydney + 46 stopni

Tak i ja sie wczoraj czulam. Przez wiekszosc dnia lezalam na podlodze jak pies - ale nie na lodzie tylko z lodem w reku :-)





18.01.2013 w Sydney zanotowano temperature + 46 stopni. Prawdopodobnie to byla rekordowa tem.











Dzisiaj lekka ulga dla ciala. Male zachmurzenie ale i tak okolo 30 stopni i kto to wie co sie bedzie dzialo znowu za pare dni.
Najgorsze w tym wszystkim sa pozary, karetki jezdzace na sygnale co pare minut. OMG przeciez my nie jestesmy przyzwyczajeni do takich temperatur.


W tak upalny dzien nic sie nie chce robic.
Jakbym mogla to byl caly dzien lezala w wodzie, ale nie moglam.
Jakbym mogla to caly dzien chodzilabym nago po mnieszkaniu ale nie moglam bo moj maz nie dalby mi spokoju ;-)
Jakbym, jakbym ..........

Przez ostatnich pare dni bardzo rzadko wchodzilam na bloga a jak juz wchodzilam to jeszcze szybciej wychodzilam ;-)
Dzisiaj mam troszeczke wiecej werwy. Jest 8.00 rano, chlopcy ogladaja dinosaury, bawia sie, co pare minut rozrabiaja, tula sie, krzycza i tak w kolko, ale ja nawet nie zwracam na nich uwagi bo przeciez pisze na blogu ;-)

Milego dnia




Saturday, 5 January 2013

" Too hot / Za goraco"

OMG - it is just too hot.

Too hot

I spent the whole morning in the kitchen. Already cannot wait to jump into the ocean and cool myself off, but I have to wait till late afternoon to do that.
We invited some friends for lunch today, I made Mexican food - toilet paper is already in the freezer ;-)

Next week is going to be incredibly hot in Australia. On Tuesday, the temperature is going to jump up to 40 degrees. It is hard to do anything in that kind of heat.
The worst is that there are a lot of bush fires here. People have lost the lives and homes.  It's hard to look at that ;-(

We have to pray for a lot of rain.


Za goraco

OMG jak goraco.

Od rana siedze w kuchni. Juz nie moge sie doczekac aby wskoczyc do oceanu i sie ochlodzic, musze jednak na to poczekac do wieczorka.
Mamy dzisiaj znajomych na lunch. Przygotowalam Mexican food - papier toaletowy juz sie chlodzi w zamrazalce ;-)

W nastepnym tygodniu - czyli juz od jutra - w calej Australii ma byc niesamowicie goraco. We wtorek temperatura ma skoczyc do 40 stopni. Ciezko jest cokolwiek robic jak jest az tak goraco.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze w Oz jest coraz wiecej pozarow. Ludzie traca zycie i dachy nad glowa. Ciezko sie na co patrzy ;-(

Trzeba sie modlic o deszcz, przy takich upalach potrzebny jest nam deszcz.


Wednesday, 2 January 2013

"Healthy Day / Zdrowy Dzien"

Healthy Day 

There is nothing better than starting the day with a healthy breakfast.







Cottage cheese + ham + vegetables = delicious.






After my super healthy breakfast, I went with my favorite company - Matthew - for a walk to Fairlight.
















Then back home, lunch, a bottle of milk for Matthew and kiss for the afternoon nap - for Matt ;-)

And now - in my free time - I am going to do some exercises

See ya later ;-)





Zdrowy dzien 

Nie ma to jak rozpoczac dzien od pysznego sniadanka
                               
                                                                                                                                                                 salatka z sereka wiejskiego + wedlina + warzywa = palce lizac.











Po super zdrowym sniadaniu wybralam sie, w moim ulubionym towarzystwie, na spacer po Fairlight.















Potem szybki powrot do domu, obiad, butelka mleka dla Matthew i buzka na popoludniowa drzemke - dla malego ;-)

a teraz ja ide pocwiczyc ;-)







Tuesday, 1 January 2013

"Bridget Jones Diary - Dziennik Bridget Jones"


Bridget Jones Diary

All the best for 2013.

New year's Day - for me - began the same as the old ;-) - Nothing new has happened just yet ;-)




Today I managed to do little dumplings mixed with ricotta cheese - delicious ;-). It took me one hour to make it but the pleasure of eating them was a big joy ;-) - so it was worth it. I made three large plates  . One disapped in 2 minutes.












Tomorrow Oliver will return to pre - school - finally. When my two little devils - are together all day - the neighbours go on holiday ;-) - I think it is too loud for them - hahahaha.

Last night I saw, for the hundredth time, Bridget Jones Diary. ( I cannot remember the name of the main actress-  wait the minute I have got it - Renee Zellweger)


So, Renee was brilliant in this movie. Sometimes she reminds me of myself.
Calculating weight, the number of cigarettes smoked, unhappy love - till she meets Marc Darcy.
If you have not watched this movie yet do not wait any longer. Go to blockbuster and on the way back home buy yourself box of tissues - you will laugh until there are tears in your eyes and of course pour yourself a glass of wine - then you will feel attached to Bridget Jones - it did work for me ;-)







Dziennik Bridget Jones 

Wszystkiego dobrego w Nowym 2013 ROKU

Nowy Rok - jak dla mnie - rozpoczal sie tak samo jak stary ;-). Nic nowego jeszcze sie nie stalo ;-)









Dzisiaj udalo mi sie zrobic kopytka z serkiem ricotta - pychotki. Zajelo mi to godzine ale przyjemnosci jedzenia byla duza radosc ;-) - wiec bylo warto. 

Zrobilam 3 duze talerze. Jeden zniknal w 2 minuty ;-) - znaczy sie kopytka byly dobre ;-)







Jutro Oliver wraca do pre - school - wreszcie. Jak moje dwa urwiski - sa razem cale dnie - to sasiedzi wyjezdzaja na wakacje. ;-) - chyba jest im za glosno - hahaha, a co ja z Danielem mamy powiedziec? ;-)

Wczoraj wieczorem obejrzalam - juz po raz setny - Dziennik Bridge Jones ( kurcze nie moge sobie przypomniec imie aktorki ktora grala glowna role - juz wiem Renee Zellweger ).


Wiec Renee Zellweger zagrala rewelacyjnie. Czasami - jak wiekszosc z nas - przypomina mi ona - mnie. 
Obliczanie wagi, ilosc wypalonych papierosow, nieszczesliwa milosc, ciagle wiatr pod gore -  do chwilli jak poznaje Marka Darcey. Jesli nie ogladaliscie tego filmu to nie czekajcie dluzej - idzicie do wypozyczalni, w drodze powrotnej do domu - kupcie pudelko chusteczk - bo mozna sie usmiac  do lez i nalejcie sobie szkalnke winka - aby wczuc sie w role i dolaczyc do glownej bohaterki  ;-))) - ja tak zrobilam - to naprawde dziala. ;-)