Ksiazka "Blogowanie o Facetach"



Rozdział 1
Blogowanie


Jak poderwać faceta?

1. Zawsze patrz na faceta, który wpadł ci w oko, z lekkim

uśmiechem. Działa w 89 procentach.

2. Często spoglądaj w jego stronę, ale nie dawaj po sobie

poznać, że koleś ci się spodobał. Działa w 92 procentach.

3. Włosy, graj włosami, to sprawi, że mężczyzna oszaleje

na twoim punkcie. Działa w 79 procentach.

4. Nigdy nie ubieraj się jak dziwka. Nakładaj ubrania pod-
kreślające figurę. Krótka spódnica nie oznacza pokazywania

stringów. Dekolt nie oznacza, że twoje cycki muszą wysko-
czyć na zewnątrz. Działa w 68 procentach. Dużo facetów jed-
nak uwielbia patrzeć na nasze cycki, więc wiele z nas daje im

ta rozkosz.

5. Nigdy nie śpij z kolesiem na pierwszej randce, bo drugiej

już raczej nie będzie. Działa w 50 procentach. Dlaczego tak

mało? Bo przecież seks to zabawa.

6. Zawsze staraj się grać, że jesteś nie do zdobycia. Działa

w 100 procentach. Skąd to wiem? Przekonałam się na włas-
nej skórze.

Dziewczyny, życzę wam powodzenia, w podrywaniu oczy-
wiście.

Miałam już zamykać komputer, kiedy zobaczyłam w lapto-
pie mrugające światełko, co oznaczało kolejny post. Chciałam

zostawić wiadomość do poczytania na następny dzień, ale jed-
nak ciekawość mi na to nie pozwoliła.

Komentarz:

Od dłuższego czasu dajesz nam rady, co do facetów, a czy

ty ich przestrzegasz?

Oczywiście, że tak – odpisałam myśląc, że to już koniec na-
szego dialogu. Byłam zmęczona i marzyłam już tylko o jednym,

a mianowicie o moim wygodnym łóżku.

Udowodnij nam to, że twoje metody na poderwanie męż-

czyzny działają.

Nie myśląc długo odpisałam: Nie ma z tym żadnego prob-
lemu, jutro wieczorem wybiorę się do klubu na Alejach Jero-
zolimskich. Tam także postaram się uwieść kolesia używając

moich trików. Potem wszystko wam w szczegółach opiszę na

blogu.

Chcę to zobaczyć na własnych oczach, proszę podaj mi

adres klubu, do którego się wybierasz, ja się też tam chętnie

wybiorę.

Jezu czy ona tak na serio? Co to za natrętna laska? Nie mia-

łam innego wyjścia jak podać jej ten cholerny adres i pójść już

spać.

Będę w Hawanie o 20:00 jutro wieczorem. Dobranoc.

Dobranoc.

Zamknęłam szybko komputer i poszłam spać.

Długo jednak nie mogłam zasnąć, nie wiedząc jak wybrnąć

z tej sytuacji.

Co jeśli nie uda mi się nikogo poderwać i zauroczyć? Chole-
ra, wyjdę na jakąś oszustkę.

W tym samym czasie wpadłam na genialny pomysł, że usta-
wię to całe zamieszanie z moim ukochanym facetem, Krystia-
nem.

Tak bardzo za nim tęsknię, nie wiem dlaczego, do cholery,

coraz mniej spędzamy razem czasu.

Rano, zaraz po otworzeniu oczu i wypiciu mojej czarnej ulu-
bionej kawy, bez której nigdy nie wychodzę z domu, ruszyłam

prosto do mieszkania mojego mężczyzny. Nie chciałam ryzyko-
wać i zostawić tego na później. Krystian ostatnio bardzo dużo

pracuje, więc wyjście dzisiejszego wieczoru będzie dobrym pre-
tekstem, aby spędzić ze sobą trochę czasu.

Mój przystojny mężczyzna otworzył drzwi, a ja prawie na

niego skoczyłam z podniecenia. Jaki on jest boski – pomyśla-

łam, jestem szczęściarą mając takiego faceta. Za każdym razem

kiedy go widzę to chce mi się żyć, śpiewać, po prostu cieszyć się

z tego, że on należy do mnie a ja do niego.

– Fajnie, że cię widzę, Magdo – powiedział Krystian i deli-
katnie pocałował mnie w policzek. – Usiądź, proszę.

– Czy coś się stało, mój kochany?

Krystian wydawał się dosyć oziębły. Nie wiem czym było to

wywołane ale wiedziałam, że jak najszybciej chcę się dowie-
dzieć.

– Nie, tak, w sumie to tak – odpowiedział z przygnębieniem

Krystian.

– Tak czy nie? Mów szybko, bo zaraz mnie cierpliwość zje.

Może ma dla mnie jakąś niespodziankę? – pomyślałam.

Może chce mnie zabrać na wypad za miasto, o którym od daw-
na rozmawialiśmy. Tak, to na pewno o to chodzi. Siedziałam

jak na szpilkach i czekałam na propozycje.

– Nie jest mi lekko o tym mówić, ale parę tygodni temu po-
znałem kogoś, kto jest dla mnie bardzo bliski, kogoś...

– O czym ty mówisz? Nie pozwoliłam mu dokończyć. – Jezu,

ty chyba żartujesz? Bo ty żartujesz, prawda? Jezus ja chyba za-
raz umrę albo zakopię się pod ziemię i już nigdy stamtąd nie

wyjdę.

– Nie, chciałbym żartować, ale mówię tobie całą prawdę.

– To żartuj do cholery – mówiłam coraz bardziej podniesio-
nym głosem. Spojrzałam na swoje dłonie i nie wiem kiedy za-
cisnęły mi się pięści. Chciałam mu przywalić ze wszystkich sił

ale się powstrzymałam, chociaż nie wiem na jak długo. Chcia-

łam obić mu tę piękną buzię, chciałam na zawsze zostawić mu

po sobie pamiątkę, aby za każdym razem jak spojrzy w lustro

pamiętał, dlaczego ma podbite oko i podrapaną twarz.

– Nie chcę już ciebie dłużej okłamywać. Tak się stało, że

czasami sprawy toczą się w inny sposób, nie taki w jaki byśmy

chcieli. Zakochałem się i uważam, że powinniśmy się przestać

spotykać.

– Naprawdę tak uważasz? Proszę ciebie, już się zamknij.

Zrywasz ze mną jakbym nigdy nic dla ciebie nie znaczyła? Jezu,

czy wszyscy faceci to takie skurwysyny jak ty? Nie odpowiadaj

proszę, ja już znam odpowiedź.

– Proszę, uspokój się.

– Mam w dupie twoje prośby – krzyczałam. – Żegnam, nie

chce mi się z tobą już rozmawiać. Nie jesteś wart moich ner-
wów.

Tuż przed wyjściem spojrzałam na podłogę i zobaczyłam

piękne czerwone szpilki, takie, o których od dawna marzyłam.

– Czy to buty twojej nowej dziewczyny? – zapytałam

Krystian nie odpowiedział, tylko pokręcił głową, że tak.

Nie wytrzymałam ze złości. Podniosłam szpilki, sprawdzi-

łam numer butów. Rozmiar 38, nie mój, szkoda. Otworzyłam

okno i wyrzuciłam za nie najpiękniejsze buty, jakie kiedykol-
wiek widziałam na oczy.

– Do widzenia i życzę wam powodzenia, nie, ja tylko żartuję.

Nic wam nie życzę. Życzę wam wszystkiego najgorszego, naj-
gorszego, słyszysz? – krzyczałam coraz głośniej.

– Głośno i wyraźnie – odpowiedział, patrząc na mnie jak na

idiotkę.

Wyszłam, a raczej wybiegłam z domu Krystiana i rozpłaka-

łam się na samą myśl, że znowu jestem sama, że znowu mnie

ktoś oszukał, że znowu mnie ktoś zdradził bo mówiąc szczerze

to coś podobnego mi się już kiedyś przytrafiło.

Wsiadłam do samochodu, otarłam łzy i ciągle przyglądałam

się czerwonym szpilkom, które leżały tuż obok mojego fiata.

Chciałam je rozjechać ale serce mi na to nie pozwoliło. Prze-
cież to nie wina butów, że Krystian ze mną zerwał. To wina tej

zdziry, z którą teraz sypia. Wysiadłam z samochodu, podnio-
słam buty, włożyłam je do mojej torebki i odjechałam. Przecież

nie mogłam ich tak samych zostawić na ulicy.

Tamtego dnia byłam wkurzona na cały świat. Zrozumiałam,

że ostatnio wiatr bardzo mocno wieje mi w oczy, ciągle mam

pod górę, pod bardzo wysoką górę na którą nie mam już siły się

wspinać. Miałam już wszystkiego dosyć.

Trzydziestka zbliżała się do mnie wielkimi krokami a ja nie

miałam żadnych planów na przyszłość. Moja babcia wciąż mi

powtarzała że już czas się ustatkować i zacząć rodzić dzieci.

A ja niby tego do cholery nie wiem? Przecież ciągle próbuję

się ustatkować, tylko problem w tym jest taki, że ciągle trafiam

na samych dupków, którzy się mną szybko nudzą.

Moja wiara w piękne i ustatkowane życie powoli zaczęła tra-
cić sens. Już nie widziałam swojego życia tak wyraźnie jak parę

lat wcześniej. Może to dlatego że się starzałam? Czy trzydziest-
ka to już starość? Jezu, mam nadzieje, że nie!

Nie miałam żadnego pomysłu na siebie i na moje życie. Po

rozstaniu się z Krystianem zrozumiałam, że prawdziwa miłość

po prostu nie istnieje. Te wszystkie bzdury które kiedyś czyta-

łam w harlequinach albo widziałam w amerykańskich filmach

są po prostu wyssane z palca. My dziewczyny, a może tylko

ja?... wierzę, a raczej wierzyłam, że któregoś dnia w naszym ży-
ciu pojawi się królewicz, który będzie nas kochał i traktował jak

damę.

Ja powinnam nazywać się Bridget Jones, bo moja historia

przypomina mi jej albo jej przypomina mi moją, coś w tym ro-
dzaju.

Jednak Bridget wreszcie przecież poznała Marca Darcy

i w końcu za niego wyszła. A ja?

Och, szkoda gadać.

Telepatycznie udało mi się ściągnąć do mojego domu Kaśkę.

Tak bardzo potrzebowałam pocieszenia, rozmowy, kogoś bli-
skiego, kogoś komu mogę bezgranicznie zaufać.

Kaśka nie zdążyła zamknąć drzwi, a ja już zaczęłam krzy-
czeć:

– Krystian ze mną zerwał – mówiłam już płacząc. Nic bar-
dziej upokarzającego nie mogło mi się już chyba dzisiaj przy-
trafić. Usiadłam ma kanapie i spuściłam głowę do dołu. Byłam

zła, płakałam.

– Uspokój się.

– Dobrze ci mówić uspokój się, to nie ty dostałaś kosza tylko

ja, znowu ja, znowu do cholery ja, ja, ja.

– Tak będzie lepiej dla ciebie – Kaśka chciała mnie pocie-
szyć ale ja już kiedyś słyszałam to gadanie. Dokładnie rok temu,

kiedy Michał, mój były chłopak, postanowił zakończyć nasz ro-
mans i wrócić do swojej byłej dziewczyny, którą prawdopodob-
nie wciąż kochał. Więc co do cholery robił ze mną? Nigdy nie

zrozumiem facetów, a zresztą mam ich wszystkich w dupie. Od

dzisiaj wpisuję na bloga, że nigdy ale to już nigdy nie zwiążę się

z żadnym mężczyzną.

Tamtej nocy nie wybrałam się do klubu w którym miałam

udowodnić, że potrafię rozkochać w sobie faceta. Dlaczego?

Proste, bo jak widać nie potrafię. Jestem totalnie nieodpo-
wiednią osobą do pisania o podrywaniu facetów.

Powinnam zmienić nazwę bloga i zacząć pisać jak pozbierać

się z kolejnego ciosu, z kolejnego zerwania, z kolejnego upoko-
rzenia, z kolejnego...

20:00, byłam już prawie gotowa aby pójść do łóżka i zapo-
mnieć o tym co mi się przytrafiło. Jednak postanowiłam jesz-
cze szybko przejrzeć komentarze na blogu.

Gdzie jesteś? Bo ja jestem w środku i czekam na ciebie. Ni-
gdzie ciebie nie widzę. Co się dzieje?

Cholera, kompletnie zapomniałam napisać upierdliwej la-
sce, że dzisiejszej nocy zostaję jednak w domu.

Bardzo ciebie przepraszam ale miałam bardzo nietypo-

wą sytuację w moim życiu, która nie pozwoliła mi na wyjście

z domu – próbowałam się tłumaczyć.

Tak przeczuwałam, że ty nic nie wiesz o podrywaniu i uwo-
dzeniu mężczyzn, od dzisiaj nie będę ani obserwować, ani czy-
tać twojego bloga. Jak dla mnie to ty jesteś oszustką.

Krew w żyłach zaczęła mi się gotować. Nie mogłam się po-
wstrzymać i chciałam odpisać tej cholernej pannie, żeby dała

mi już święty spokój. Na dzisiaj ja mam naprawdę dosyć.

Po wypiciu już prawie całej butelki caberneta mój humor

polepszał się z minuty na minutę.

Postanowiłam wyjaśnić całą sytuację i napisać wszystkim

prawdę o moim powalonym życiu.

Witam

Wiem że dzisiejszej nocy strasznie nawaliłam, przepra-
szam nawaliłam miałam wam opisać, że potrafię zawrócić

facetowi w głowie poprzez ge, przepraszam, grę ciała. Jed-
nak nic wam nie napiszę, bo nie poszłam w umówione miej-
sce. Dlaczego?

Kolejny już raz w moim życiu stało się tak, że koleś mnie

porzucił.

Wzięłam następny oddech i zaczęłam pisać dalej.

Czuję się, to znaczy czułam się fatalnie, bo nie wiem co jest

ze mną nie tak.

Czy jestem aż tak brzydka, głupia, gruba itd.?

Od dzisiaj postanowiłam że nie będę się przejmować fa-
cetami i już nigdy się z nimi nie zwiążę. Mam dosyć. Zrozu-

miałam, że facet do szczęścia nie jest mi wcale potrzebny. Bez

nich będzie mi lepiej. będzie mniej stresów i najważniejsze, już

nie będę płakała w nocy do poduszki. Mam to gdzieś. Przypo-
mniał mi się dzisiaj film „Seksmisja”, przecież kobiety potrafią

sobie same radzić. Po co tam te szowinistyczne świnie? Po co?

Nich mi ktoś napisze bo ja do cholery nie wiem.

Mam nadzieję, że mnie rozumiecie. Kieliszki w górę, za

moje zdrowie. Za wszystkie porzucone i zdradzone dziewczy-
ny.

Ściskam was wszystkie.

Wasza Maga, przepraszam nie widziałam już dobrze na

oczy, Szybko napisałam poprawnie Wasza Magda.

P.S. Muszę się wam przyznać, że w bólu pomaga mi kieli-
szek winka a czasami nawet dwa. W dzisiejszym przypadku

potrzebna mi była jednak butelka, którą właśnie zakończy-

łam pić.

Dobranoc.

Po naciśnięciu klawisza, opublikuj, nalałam sobie jeszcze

resztki cabernet i już naprawdę chciałam iść spać. Nie zdąży-

łam podnieść kieliszka do góry kiedy zobaczyłam lecące, jak

z nieba krople deszczu, komentarze od moich czytelniczek

Masz rację faceci to świnie – Sylwia

Następny – Jestem z tobą, świat bez facetów byłby o wiele

prostszy, mniej skomplikowany – Justyna – twoje zdrowie,

piję razem z tobą.

Jeszcze jeden Też zostałam zdradzona i zostawiona już po

raz piąty. Wiem jak to boli. Głowa do góry, kiedyś będzie le-
piej a może i nie – Angie

Następny, następny, następny...

Tamtej nocy otrzymałam około 1600 komentarzy.

Byłam wzruszona, że tyle osób się o mnie martwi i że intere-
sują się moim cholernie porąbanym życiem.

wejść na bloga: 2560.

Po cholernie nudnym i upokarzającym weekendzie ruszy-

łam, swoim prawie rozpadającym się fiatem bravo, do pracy.

Do pracy której nie znosiłam i w której nie było dla mnie żad-
nej przyszłości. No bo jaka może być przyszłość w odbieraniu

telefonów w dziale obsługi klienta w firmie budowlanej?

Moja babcia zawsze mi mówiła żeby pójść na studia medycz-
ne albo prawnicze, bo tam jest najwięcej kasy. Szkoda tylko, że

babcia nie chciała mnie sponsorować finansowo. Mnie nie było

stać na takie studia, więc zaliczyłam parę lat w jakiejś podrzęd-
nej prywatnej uczelni. Płacisz i zdajesz.

Dla mnie od zawsze marzyła się praca w agencji reklamo-
wej, ale realia szybko uderzyły mnie w twarz i kazały już dłużej

nie marzyć tylko brać to co jest. Każda rozmowa kwalifikacyj-
na o pracę kończyła się tym samym a mianowicie brakiem do-

świadczenia. Skoro ciągle mi to mówicie to ja nigdy tego cho-
lernego doświadczenia nie zdobędę – ledwo co trzymałam ję-

zyk za zębami.

Wzięłam więc pierwszą lepszą pracę za marne 2500 tysiąca,

które ledwo starczały mi na opłacenie rachunków.

Jak dalej żyć? Jestem samotna, mam cholernie nudną pracę

i jestem spłukana z kasy.

Potrzebuję wakacji, tylko kto do cholery za nie zapłaci?

W przerwie na lunch, przechodziłam obok sklepu, na któ-

rym wisiało ogłoszenie „Dzisiaj Kumulacja w lotto: 10 milio-
nów złotych”. Zagrać czy nie? Nie wierzyłam, że wygram ale

puściłam parę zakładów, tak by poczuć się lepiej. Zaczęłam

marzyć co zrobiłabym z tak wielką wygraną. Podróże, najlep-
sze hotele, luksusowy dom itd. Jakie piękne i inne byłoby moje

życie.

– Proszę się ruszyć – burknął jakiś koleś chcąc przejść przez

bramę, w której ja z zamyślenia utknęłam.

– Przepraszam – odeszłam ciągle myśląc o dziesięciu milio-
nach. Pierwsze co bym zrobiła to odeszłabym z mojej choler-
nie nudnej pracy i pojechałabym na Malediwy, na miesiąc, na

rok... na całe życie.

Może ja po prostu powinnam wyjechać z tego cholernego

kraju i zmienić moje cholernie nudne życie. Pojadę do Hiszpa-
nii, albo do Włoch albo do Londynu. Znajdę tam nową pracę.

Tylko jaką? Szybko się ocknęłam. Przecież ja ani po hiszpańsku

ani po włosku nie potrafię rozmawiać. Mój angielski jest dosyć

dobry, więc może powinnam pozostać przy Londynie? Szkoda

tylko że w Anglii jest tak cholernie okropna, deszczowa, ponu-
ra pogoda. Nie zniosę ciągłych deszczy i wiatrów. Ja potrzebu-
ję więcej słońca.

Moje marzenia raz na zawsze przerwał telefon od naszego

stałego klienta w sprawie terakoty, którą zamówił jakieś dwa

tygodnie temu i jeszcze jej nie dostał. Chciałam mu powiedzieć

żeby się odpieprzył i dał mi spokój, bo mam inne rzeczy na gło-
wie, ale nie mogłam, więc starałam się wytłumaczyć temu cho-
lernemu dupkowi, że to nie moja wina, że dostawa jeszcze nie

dojechała do jego domu i że postaram się to naprawić jak naj-
szybciej. On jednak nie dawał za wygraną dalej mnie obrażając.

Mówił, że jestem nieodpowiedzialna, że mnie pociągnie do od-
powiedzialności i że każe mi pokryć koszta jakie wydał na pra-
cowników którzy nic nie robią bo nie mają terakoty.

Nie wiedziałam jak mam mu się tłumaczyć, więc po paru mi-
nutach, jak puściły mi nerwy powiedziałam prosto z mostu, żeby

pan po drugiej stronie słuchawki się ode mnie odpierdolił.

Szybko odłożyłam telefon i w tej samej chwili zobaczyłam

nikogo innego jak swojego managera, który słyszał oczywiście

tylko ostatnie słowo mojej rozmowy.

Tego dnia usłyszałam – „Jesteś zwolniona, nie możemy i nie

chcemy tolerować takiego bezczelnego zachowania jakie przed

chwilą usłyszałem. Do widzenia”.

Już się nie odzywałam, bałam się, że znowu powiem coś nie

stosownego, zresztą to nie miało już większego znaczenia.

Zabrałam swoje rzeczy i ruszyłam swoim umierającym, pra-
wie rozkładającym się na ulicy fiatem do domu. Codziennie

modliłam się aby w całości, w jednym kawałku powrócić do

domu, aby mój, chyba najstarszy samochód na świecie, po pro-
stu nie umarł na środku Al. Jana Pawła.

– I co ja teraz zrobię? – pomyślałam. Miałam dosyć. Zaczęła

mnie łapać depresja.

Za dwa tygodnie będą moje trzydzieste urodziny a ja jestem

bez pracy, bez faceta i bez kasy i pewnie wkrótce bez samocho-
du. Za tym ostatnim to chyba będę tęsknić najmniej.

Kiedyś myślałam, że jak będę miała 30 lat to będę dobrze

usytuowaną bizneswoman. Jezus, jak człowiek może się my-

Podeszłam do lustra i zaczęłam się sobie przyglądać. Co jest

ze mną nie tak? Co ja do cholery robie źle?

Miałam na sobie czarne spodnie i zieloną koszulę z całkiem

dużym dekoltem, ale nie tak dużym, by moje cycki wyskaki-
wały na zewnątrz. Wyglądałam jakoś tak pospolicie i cholernie

nudno.

Może już czas coś ze sobą zrobić? Zaczęłam się sobie bacz-
niej przyglądać. Obróciłam się parę razy dookoła lustra. Chy-
ba już czas zgubić parę kilogramów tu i tam, Może powinnam

zacząć uprawiać jakiś sport? Ostatnio dostałam od Kaśki DVD

z ćwiczeniami Ewy Chodakowskiej, która czyni cuda z ciałem

i umysłem. Szkoda, że jeszcze nie miałam czasu odpakować

prezentu.

Ciągle stojąc i gapiąc się na samą siebie doszłam do wnio-
sku, że parę lat temu byłam o wiele szczuplejsza. To znaczy się

jakieś 12 kilo szczuplejsza. Szybko pobiegłam do mojej sypialni

i znalazłam zdjęcie z wakacji z Hiszpanii, z Majorki. Boże, jak

jaka ja byłam chuda. Nie mogłam oderwać oczu od fotografii

i nie mogłam uwierzyć, że się tak roztyłam.

Co się ze mną stało? Kiedy ja się tak zapuściłam? To przez to,

że jestem taka gruba Krystian ze mną zerwał. Tak to na pewno

był główny powód naszego rozstania. Jego nowa laska jest taka

szczupła, och jak ja jej nie cierpię, cholerny szkieletor.

No comments:

Post a Comment